Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muffiny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muffiny. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 maja 2022

Babeczki Martyny!

 Cześć!

Miło mi Cię znowu gościć na moim słodkim blogu ;) Dzisiaj przedstawię Ci coś, co swój debiut miało już na Bohemian Atelier, a tutaj pojawiło się w lekko zmodyfikowanej, snickersowej wersji -> KLIK. Jest to bardzo ważny dla mnie przepis, ponieważ kojarzy mi się z samym dobrem. To dzięki niemu zatraciłam się w pieczeniu babeczek i muffinek na długi, długi czas. 

Jest to coś, co uwielbia moja przyjaciółka. Serio, za każdym razem, gdy chociaż o tym wspomnę słyszę okrzyk radości: "Babeczki Martyny!!!". To właśnie dlatego tak nazywa się dzisiejszy wpis.

Babeczki te traktuję poniekąd jak brownies, ponieważ są łatwe w przygotowaniu i można do nich dodać wszystko, co się lubi, chociaż pierwotna wersja zawierał kawałki czekolady, najlepiej deserowej. Robiłam je jednak już z owocami, mieszanką czekolad, skórką pomarańczy, batonikami, czy bez niczego. Podawałam je z polewą czekoladową, lub kremem o tym samym smaku i naprawdę, ale to naprawdę każdy wariant był przepyszny. Jestem ciekawa jaki Ty wybierzesz i mam prośbę, jeśli je przygotujesz daj mi znać jak wyszło <3

Okej. Ostatnio zaszalałam i kupiłam kolorowe papilotki w białe kropeczki, bo pomyślałam, że idealnie nadadzą się do wiosennych wypieków i, że są meega słodkie. Okazały się trochę kiczowate, dlatego używam ich do próbnych babeczek (jak bananowe i jogurtowe, o których wspominałam na InstaStory), ale nie mogę oprzeć się pokusie, żeby upiec moje czekoladowe cudeńka właśnie w takich papilotkach.

Babeczki te napawają mnie cudownymi wspomnieniami, podczas ich robienia zawsze mam banana na twarzy, a sam zapach przenosi mnie najczęściej do akademickiej kuchni, w której spędzaliśmy bardzo dużo czasu, zwłaszcza gdy ją wyremontowali ;)

Zaczynamy!

środa, 4 maja 2022

Wegańskie muffiny z borówkami

 Cześć!

Witam się z Tobą po długiej przerwie, która wcale nie miała tyle trwać. Ostatnio pisałam do Ciebie ponad rok temu i ciężko było mi wrócić, ale czuję, że potrzebowałam tej przerwy. W pewnym momencie dzielenia się z Tobą moimi przepisami poczułam presję, a moje wypieki nie wydawały mi się być na tyle atrakcyjne, żeby je tutaj wstawiać, chociaż piekłam w miarę regularnie i nawet robiłam zdjęcia tym smakołykom. Było takie jedno ciasto, idealne na jesienne lub zimowe wieczory, które było przepyszne i wiem to od kilku degustatorów, ale nie miałam... siły, żeby napisać jak je zrobić; Kiedy nabrałam już na to ochoty pora roku była nieodpowiednia, tzn. dla mnie zawsze jest pora na ciasto z cynamonem, ale wolę udostępniać przepisy sezonowo. To wszystko może brzmieć jak zwykłe wymówki leniwej buły i pewnie tak jest, ale mega się cieszę, że zdecydowałam się wrócić. Muszę przyznać, że dużą rolę w tym odegrał mój mąż. Tak, od naszego ostatniego spotkania trochę się zmieniło. Postanowiłam przejść na wegetarianizm i wzięłam ślub.

Wegańskie, a dobre ;)
Wspomnę trochę o tym, bo jest on jednym z powodów, dla których zaprzestałam publikować... poniekąd.

Jeśli jesteś moim stałym_ą czytelnikiem_czką to wiesz dwie rzeczy:
1. od 2020 roku z przerwami mieszkam w Holandii.
2. Odkąd odkryłam w sobie miłość do pieczenia i stałam się narzeczoną wymarzyłam, że upiekę tort weselny na swój ślub.
I tak też zrobiłam. Był to trzypiętrowy tort na ok. 50 osób, a piętrowych tortów nie robiłam zbyt wiele w swoim życiu, dlatego też podczas przedślubnego urlopu, który trwał półtora miesiąca, planowałam poćwiczyć i wypiec wszystkie zaległe urodzinowe torty dla moich Bliskich. Wiesz kiedy mi przeszło? Gdy weszłam do sklepu i zobaczyłam jak ceny poszły w górę od mojej ostatniej wizyty w Polsce. Umówmy się, nie było tak drogo, jak teraz, ale czekał mnie spory wydatek, więc nie chciałam wydawać zbyt dużej ilości pieniędzy, zwłaszcza, że poza tortem postanowiłam upiec także wszystkie inne ciasta.

Wiele osób mówiło mi, że to zły pomysł, a ja postradałam zmysły, ale jakoś niezbyt ich słuchałam, bo gdy zafiksuję się na czymś (i dokładnie się do tego przygotuję) nie ma przebacz. Musi być tak, jak chcę. No i było. W ciągu tygodnia upiekłam sześć ciast i trzy piętra tortu, w międzyczasie dopinając wszystkie szczegóły związane ze ślubem, a w następnym tygodniu kolejne 5 pięter, więc trochę byłam tym zmęczona. Zrobiłam sobie konkretną przerwę od pieczenia, bo jej potrzebowałam.

Ale nie ma to- tamto! Powracam. I teraz po tym, może przydługim, wstępie zapraszam Cię do przeczytania przepisu na puszyste i przepyszne...