Cześć!
Miło mi Cię znowu gościć na moim słodkim blogu ;) Dzisiaj przedstawię Ci coś, co swój debiut miało już na Bohemian Atelier, a tutaj pojawiło się w lekko zmodyfikowanej, snickersowej wersji -> KLIK. Jest to bardzo ważny dla mnie przepis, ponieważ kojarzy mi się z samym dobrem. To dzięki niemu zatraciłam się w pieczeniu babeczek i muffinek na długi, długi czas.
Jest to coś, co uwielbia moja przyjaciółka. Serio, za każdym razem, gdy chociaż o tym wspomnę słyszę okrzyk radości: "Babeczki Martyny!!!". To właśnie dlatego tak nazywa się dzisiejszy wpis.
Babeczki te traktuję poniekąd jak brownies, ponieważ są łatwe w przygotowaniu i można do nich dodać wszystko, co się lubi, chociaż pierwotna wersja zawierał kawałki czekolady, najlepiej deserowej. Robiłam je jednak już z owocami, mieszanką czekolad, skórką pomarańczy, batonikami, czy bez niczego. Podawałam je z polewą czekoladową, lub kremem o tym samym smaku i naprawdę, ale to naprawdę każdy wariant był przepyszny. Jestem ciekawa jaki Ty wybierzesz i mam prośbę, jeśli je przygotujesz daj mi znać jak wyszło <3Okej. Ostatnio zaszalałam i kupiłam kolorowe papilotki w białe kropeczki, bo pomyślałam, że idealnie nadadzą się do wiosennych wypieków i, że są meega słodkie. Okazały się trochę kiczowate, dlatego używam ich do próbnych babeczek (jak bananowe i jogurtowe, o których wspominałam na InstaStory), ale nie mogę oprzeć się pokusie, żeby upiec moje czekoladowe cudeńka właśnie w takich papilotkach.
Babeczki te napawają mnie cudownymi wspomnieniami, podczas ich robienia zawsze mam banana na twarzy, a sam zapach przenosi mnie najczęściej do akademickiej kuchni, w której spędzaliśmy bardzo dużo czasu, zwłaszcza gdy ją wyremontowali ;)
Zaczynamy!





